Nóż Ruike Hornet F815-j Orange

Co te noże w sobie mają, że ciągle muszę coś nowego kupować… Dla odmiany postanowiłem kupić coś zrobionego poza granicami naszego kraju. Jakby było tego mało kupiłem nóż ze stali nierdzewną…

#znożemprzezświat #knives #knife #ruikef815 #ruikef815j #ruikeknives

A post shared by z_nozem_przez_swiat (@swirek89) on

Wybrałem nóż Ruike F815-j, stosunkowo jest to nowa firma na rynku nożowym. Ktoś od Fenixa (tak to ta marka od latarek) wymyślił sobie, że zaczną robić noże. Może słowo robić to zbyt wiele, po prostu markują produkty wykonane na zlecenie przez inne firmy. Czy to był dobry ruch? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Nóż kupiłem przez stronę www.kolba.pl Sklep jest oficjalnym dystrybutorem marki na terenie Polski, zakup przebiegł sprawnie i nożyk był u mnie w przeciągu 24h. Nowy nabytek przyjechał do mnie w ładnym, solidnym kartoniku. Nie robiłem zdjęć, ponieważ możecie zobaczyć je u innych.

Wracając do noża chciałbym zacząć od danych technicznych:

długość całkowita [mm] – 190
długość ostrza [mm] – 85
grubość ostrza [mm] – 3,45
rodzaj stali – nierdzewna 14c28n
okładziny – G10
waga [g] – 105
materiał pochewki – ABS

Głównym założeniem podczas wyboru noża była chęć wrzucenia go na edc. Mam możliwość nosić takiego typu noże i nikt mi głowy nie suszy, że biegam z czymś ostrym przez większa cześć dnia. Ruike wielkościowo bardzo mi odpowiadał, stal nierdzewna też przemawiała za jego wyborem. Na początku bałem się właśnie jej najbardziej… Do tej pory zakochany byłem w węglowych stalach, jednak chciałem spróbować jeszcze raz czegoś z nierdzewki.

Nóż przyjechał ostry z ładnie wyprowadzoną krawędzią tnącą. Szlify położone precyzyjnie, okładziny spasowane jak należy. Chińczycy nauczyli się i jak chcą to potrafią. No ale przecież nie kupiłem go, aby sobie leżał… Nadszedł czas na przetestowanie go, jak zawsze na start zabrałem go do kuchni. Produkty spożywcze nie stanowią dla niego problemów, jak na taka długość KT radzi sobie bardzo dobrze. Cebula, pomidor, mięso wszystko pokrojone i w dodatku dość wygodnie i sprawnie.

Kolejnym testem było otwieranie paczek, cięcie kartonu. Nóż bardzo dobrze trzyma ostrość, jak za takie pieniądze nie mogę narzekać. Stal jest bardzo fajna, łatwo ostrzy się, jednak nie będziecie musieli robić tego często. Typowy nóż EDC, który ogarnie większość zadań.

Nie byłbym sobą, gdybym nie zabrał go do lasu. Postanowiłem zabrać go ze sobą jako podstawowy nóż na ostatnie hamaki w tym roku, które organizowała grupa PGK. Wiadomo jak to jest podczas ogniska, trzeba przygotować sobie patyk, rozpałkę, itd. Ruike spisał się znakomicie. Pogoda była też bardzo fajna, deszcz padał przez większość czasu. Na nożyku nie pojawiły się nawet przebarwienia. Po powrocie do domu umyłem i jest jak nowy. Tutaj stal nierdzewna pokazała swoją wyższość nad węglówką, siekierę musiałem po powrocie potraktować mleczkiem do czyszczenia, aby wyglądała jak przed wypadem. Ogólnie zadania typowo nożowe zrobił naprawdę dobrze. Jedyne co lekko zaczęło mi przeszkadzać przy dłuższej pracy, to ten otwór w rękojeści. Z czasem dorobię do niego jakieś pełne okładziny.

W zestawie z nożem otrzymujemy pochewkę z ABS. Wykonanie jej jest dobre, spasowanie, trzymanie noża, wszystko tak jak należy. Ma fajny patent z obrotowym uchwytem na pasek, tylko jakoś mi ona nie pasuje… Tutaj także z czasem pomyśle o jakimś dobrze spasowanym kydexie.

Podsumowując, nóż Ruike mogę spokojnie polecić. Wykonanie, materiały przemawiają za jego kupnem. Niestety cena jak dla mnie jest trochę wysoka. Gdyby kosztował z 40zl mniej to byłoby super. W swoim przedziale cenowym ma duża konkurencję i reklama może nie wystarczyć. Osobiście polubiłem ten nóż i zostaje ze mną na dłużej, trochę go poddamy tuningowi i będzie cacuszko.


“Karta Włóczykija”

Długo nie było nowego wpisu, spowodowane było to pracami nad przeniesieniem całego bloga. Nie znaczy to, że siedziałem na swoich czterech literach i nic nie robiłem.

Na początku października urodził się w mojej głowie pewien pomysł. Długo nie czekając napisałem maila do Lasów Państwowych:
“Witam,

Nazywam się Robert Dąbrowski i jestem jednym z członków prężnie rozwijającej się społeczności ,,leśnych ludzi”. W naszym kraju jest duża ilość osób kochających las oraz przebywanie na łonie natury. Jesteśmy pasjonatami, nie jesteśmy wandalami!
Niestety typowe uprawianie bushcraftu w Polsce jest nie możliwe i rozumiem dlaczego. Las jest swego rodzaju dobrze prosperującym przedsiębiorstwem, nie rozumieją tego ,,ekolodzy”. Często jednak w środowisku spotykam się z opiniami, że nie można nocować tam gdzie się chce i rozpalać ognisk, nawet jak nie stanowi to zagrożenia dla otoczenia. Dziś w pracy narodził mi się w głowie pomysł rozwiązania problemu.
Chciałbym zaproponować Państwu ,,Karta Włóczykija”. Idea oparta jest na Karcie Wędkarskiej.

Wydawaniem takiej karty mogłyby zająć się dane nadleśnictwa w określonym rejonie. Oczywiście karta byłaby odpłatna, zrozumiałe jest, ponoszenie dodatkowych kosztów. Kartę uzyskać można byłoby po zdaniu egzaminu u leśniczego.

Co zyskujemy dzięki karcie:

1. Możliwość nocowania na terenie leśny, po wcześniejszym sprawdzeniu w danym nadleśnictwie czy nie ma przeciwwskazań. Nocowanie w hamakach oraz namiotach.
2. Możliwość budowania szałasow z materiałów zalegajacych na runie leśny (gałęzie, powalone drzewa).
3. Rozpalanie ognia po wcześniejszym zabezpieczeniu terenu, oczywiście z wyjątkiem okresów objętych całkowitym zakazem.
4. Możliwość wykorzystania materiałów zalegających na runie leśny (gałęzie, powalone drzewa), do nauki strugania, budowy narzędzi ręcznych.

Co zyskują Lasy Panstwowe:

Grono zadowolonych osób, które są świadome tego co robią. Dzięki temu nie będziemy musieli się bać, że straż leśna wpisze nam mandat, za to, że kochamy las. To nie my śmiecimy, to nie my niszczymy uprawy leśne. Z reguły nawet nie wiecie o tym, że byliśmy w lesie, ponieważ zawsze sprzątamy po sobie i staramy się zostawić las taki jaki zastaliśmy. Jeżeli jednak spotkamy kogoś śmiało pokażemy kartę i jeżeli nie będzie do nas zastrzeżeń to rozstaniemy się z leśniczym w miłej atmosferze.

Zastanawiam się co powiecie Państwo na taki pomysł. Las jest dla pokoleń i chciałbym aby moje dzieci też mogły w nim spędzać swój wolny czas. ”
Nie myślałem, że coś w sprawie może się wydarzyć… Byłem pewien, że mail trafi do kosza i tyle z tego będzie. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, jak dostałem odpowiedź. Cytując ją:
“Dzień dobry,

z zainteresowaniem przeczytaliśmy o Pana pomyśle dotyczącym wprowadzenia tzw. „Karty włóczykija”.
Chcielibyśmy zaprosić Pana na spotkanie celem omówienia tego pomysłu jak również samej idei bushcraftu.
Nasza siedziba mieści się w Warszawie przy ul. Grójeckiej 127.
Jeśli dojazd do nas zajął by Panu dużo czasu możemy się również umówić na rozmowę telefoniczną.

Czekam na kontakt od Pana.

Z pozdrowieniami”
Szok, normalnie szok… Ktoś to przeczytał, zainteresował się i chce rozmawiać. Czas nadszedł aby projekt został przedstawiony zainteresowanym. Opublikowałem wiadomość na grupach z FB, zapytałem się członków co myślą o temacie i odzew był pozytywny. Oczywiście znalazły się osoby, które są przeciwko. Głównym powodem według nich, jest koszt karty oraz “brak wolności”, tylko, że teraz mamy same zakazy…
Dnia 14.12.2017 odbyłem pierwszą rozmowę z przedstawicielkami Lasów Państwowych. Rozmowa miała na celu omówienie projektu oraz odpowiedzi na kilka pytań. Przed samą rozmową wysłałem projekt trochę bardziej rozpisany:
“Projekt „Karta Włóczykija”
Na wstępie chciałbym Państwu powiedzieć czym jest „Bushcraft”. Tłumacząc dosłownie
oznacza: „Krzaczaste Rzemiosło”. Potocznym mówiąc, oznacza to sztukę radzenia sobie w lesie
oraz styl życia. Wiele osób kocha przyrodę, uwielbia spędzać na jej łonie wszystkie swoje wolne
chwile. Daje to niesamowite poczucie wolności, umożliwia obcowanie z przyrodą oraz obserwację
dzikiej zwierzyny w naturalnym środowisku. Termin ten został spopularyzowany przez : Reya
Mearsa, Morsa Kochańskiego oraz Lesa Hiddinsa. Dzięki tym Panom na całym świecie mamy
grono „zarażonych” osób, które kochają las. Głównymi założeniami jest możliwość obozowania w
dzikim terenie i nauka radzenia sobie w lesie, co wiąże się danymi umiejętnościami:
– budowanie schronienia,
– nawigacja w naturalnym środowisku,
– nauka używania narzędzi: nóż, siekiera, piła,
– ręczne rzeźbienie w drewnie,
– znajdywanie pożywienia,
-itd.
W Polsce niestety mamy z tym duży problem. Są oczywiście wyznaczone miejsca do
rozpalania ognia, jednak często są zaniedbane i zdewastowane przez osoby, które z przyrodą mają
bardzo mało wspólnego. Śmieci pozostawione na tym terenie najczęściej zniechęcają do ich
odwiedzania. Jako miłośnicy przyrody oraz jej piękna, zapuszczamy się w głąb lasów, gdzie
rozbijamy swoje małe obozowiska. Jesteśmy świadomi tego, że musimy pozostawić teren tak, jak
go zastaliśmy, aby nikt nigdy nie był w stanie go zlokalizować oraz aby ktoś inny mógł tu przyjść i
cieszyć się z jego piękna. Niestety takie biwakowanie jest nielegalne i grozi mandatami. Szkoda,
tylko, że mandaty też grożą miłośnikom oraz pasjonatom. Z tego powodu wpadłem na pomysł
stworzenia czegoś, co pomoże nam zalegalizować nasze przebywanie w lesie, abyśmy nie musieli
obawiać się konsekwencji i wymyśliłem projekt „Karta Włóczykija”.
Założenia projektu:
1. Karta miałaby być wydawana przez nadleśnictwa na terenie całego kraju.
2. Karta wydana w dowolnym nadleśnictwie miałaby obowiązywać na terenie całego kraju.
3. Karta wydawana miałaby być po zdaniu odpowiedniego egzaminu u leśniczego w danym
nadleśnictwie.
4. Koszt karty miałby pokrywać jej wydanie i być jednorazowy bez terminowo.
5. Karta pozwala identyfikować osoby przebywające na terenie Lasów Państwowych.
6. Wystarczy aby jeden członek rodziny był posiadaczem karty.
7. Karta wydawana byłaby osobom od 13 roku życia.
Co zyskamy dzięki karcie:
1. Możliwość nocowania na terenie leśnym, po wcześniejszym sprawdzeniu w danym
nadleśnictwie czy nie ma przeciwwskazań. Nocowanie w hamakach oraz namiotach.
2. Możliwość budowania szałasów z materiałów zalegających na runie leśnym (gałęzie,
powalone drzewa).
3. Rozpalanie ognia po wcześniejszym zabezpieczeniu terenu, oczywiście z wyjątkiem
okresów objętych całkowitym zakazem.
4. Możliwość wykorzystania materiałów zalegających na runie leśny (gałęzie, powalone
drzewa), do nauki strugania, budowy narzędzi ręcznych.
Co zyskają dzięki temu projektowi Lasy Państwowe:
1. Grono zadowolonych osób, które są świadome tego co robią. Dzięki temu nie będziemy
musieli się bać, że straż leśna wpisze nam mandat, za to, że kochamy las.
2. Bazę danych z osobami chętnymi do pomocy, przy pracach porządkowych oraz przy
akcjach sadzenia lasu.
3. Stały kontakt z osobami przebywającymi na terenie Lasów Państwowych.”
Pomysł spotkał się z pozytywnym odbiorem i przechodzi w kolejny etap. Przedstawiciele lasów chcą aby w jakiś sposób zalegalizować nasze działania, dlatego teraz będą zbierać opinie w swoim zakresie oraz przygotują swój pomysł projektu. Możliwe, że projekt zostanie wprowadzony pilotażowo w niektórych rejonach kraju, dlatego zaproponowałem okolice Trójmiasta, Torunia, Białegostoku, Bieszczad. Wdrożenie projektu może odbyć się na poziomie dyrektyw wewnętrznych, czyli zmiana ustawy nie będzie konieczna. Pozostało nam teraz czekać na kolejne spotkanie lub rozmowę, dowiemy się jak widzi to druga strona. Fajnie, że ktoś zainteresował się sprawą, moje odczucia są bardzo pozytywne.  Możliwe, że czynnie zaczniemy współpracować z Lasami Państwowymi.
Czekam na kolejny kontakt ze strony Lasów, będę informował was na bieżąco co się dzieję w sprawie.

Do zobaczenia na leśnych szlakach.