WE Knife Co. 617

We Knife Co. firma założona w 2000 roku mieszcząca się w Yangjiang, Guangdong, w Chinach. Nie jest to tak popularna marka jednak warto spojrzeć w jej kierunku. Oferowane materiały, jakość wykonania oraz użyta technologia, połączone z niewielką ceną, stanowią ciekawą propozycję w nożowym świecie, przynajmniej tak kolorowo wygląda to na papierze.

Do mnie trafił dzięki uprzejmości kolegi @horzuff z Knives.pl nóż WE Knife Co. 617F

 

Na wstępie trochę suchych faktów:

Całkowita długość:  21,91cm
Długość ostrza:  9,84cm
Krawędź tnąca: 9,52cm
Grubość ostrza: 0,38cm
Materiał ostrza: D2
Styl ostrza: harpun
Szlif: praktycznie płaski
Wykończenie głowni: satyna
Długość rękojeści: 12,06cm
Grubość rękojeści: 1,47cm
Materiał rękojeści: G-10
Waga: 145,72g
Użytkownik: prawą ręką
Klips: Tip-Up
Sposób otwierania: Flipper
Blokada: Liner Lock
Model: 617
Kraj pochodzenia: Chiny

Ogólnie już pewnie wiecie, że nie przepadam za folderami. Dlaczego? Nie wiem, może nigdy nie trafiłem na jakiś, który do mnie zagada i znajdziemy wspólny język. Zgłosiłem się do testów w celu sprawdzenia na własnej skórze, co oferuje nam marka We Knife Co.

Model 617 jest modelem z budżetowej linii producenta, stal d2 parę lat temu to było coś, dziś jest oklepana i pojawia się w co raz tańszych nożach. Użyta w testowanym modelu, jak mam być szczery, jest słaba… Trzymanie ostrości na poziomie golenia jest na niskim poziomie i mogę powiedzieć, że mi utrzymało się pół dnia. Fakt ostrość robocza pozostała do końca testu, jednak nie lubię jak nóż nie ma pazura.  Oprócz stali d2 otrzymujemy g10 na rękojeści, łożyska ceramiczne oraz wykonanie na znośnym poziomie. Mechanika noża ogólnie mnie nie powaliła na kolana, wręcz przeciwnie. Uprzedzam, że przede mną kilka osób miało ten nóż i nikt z nich go nie rozbierał i chyba nie smarował. W tym stanie mogę go śmiało porównać z dobrym egzemplarzem srm710.  W nożu znajdziemy fajny tytanowy klips, który spełnia swoje zadanie i nie przeszkadza podczas pracy. Dostajemy też tytanowy backspacer.

Najgorszym elementem w moim odczuciu jest Liner lock, jest cienki i jakoś nie wzbudza we mnie zaufania. Jest także uzbrojony w ząbki, które podczas namiętnego klikania, powodują ból oraz dyskomfort.

Nie jestem projektantem i nie będę wypowiadał się nad wyglądem ogólnym. Każdy z nas ma swoje zdanie w tym temacie.  Czas chyba abym napisał parę rzeczy na tematu użytkowości noża. W kuchni sprawuje się bardzo średnio, przez ten fliper mamy zdecydowanie mniej KT do użytku. Ciągle zawadzał o deskę, grubość głowni też nie jest idealna do kuchennych prac. Moim zdaniem rat lepiej ogarnia temat.

Sam chwyt jest dość dobry i da się coś tam porobić. Na ognisku zrobi co trzeba, jednak nie jest to nóż do lasu. Ciężkie prace odpadają, liner lock oraz stop pin jak na moje oko nie wytrzymają ciężkich zadań. Tutaj całkowicie teoretyzuję, ponieważ nie robiłem nic, co mogłoby to zniszczyć. Nie jest moją własnością i nie chciałem, by wrócił do właściciela w stanie rozpadu.  Nóż jest bardziej do edc miejskiego, tylko po co taki duży nóż w mieście… Niektórzy lubią mieć przy sobie coś z “zapasem mocy”, jednak tutaj to trzeba wziąć to w szeroki cudzysłów.

Po tych 7 dniach używania go nic więcej nie mogę napisać. Jest to za mało żebym mógł wypowiedzieć się w szerszym kontekście użytkowania produktu. Nóż kosztuje około 100$, osobiście nie kupiłbym go, ponieważ jego walory użytkowe są słabe. Sama marka We Knife Co. oferuje nam dobre materiały oraz dobrą jakość wykonania. Przeglądałem ich produkty i ogólnie do każdego osobiście mam jakieś “ALE”, nie traktuje noży jako dzieło… Nóż to narzędzie, które musi wykonywać zadanie w jak najlepszy oraz jak najwygodniejszy sposób dla użytkownika.


Czasem trzeba rzucić wszystko i wyskoczyć na parę godzin do lasu…

Ostatnio dopadł mnie totalny brak czasu na wszystko. W pracy młyn, w domu obowiązki, a las poszedł w odstawkę… Dziś rano otworzyłem oczy i stwierdziłem, że potrzebuje chociaż kilka godzin spędzić przy ognisku i totalnie odstresować się. Szybko spakowałem rzeczy do plecaka, z szafki zabrałem patelnie, którą kupiła mi moja kochana żona i pobiegłem do sklepu po jakieś jedzonko, które można przygotować na ogniu. Stojąc w kolejce w mięsnym poczułem ochotę na boczek z cebulka, powiem tylko, że poszedłem całkowicie po co innego. Kupiłem co trzeba i pomaszerowałem w las 🙂

Pogoda na spacer dopisała, lekki mróz około -5 dodawał sił do marszu. Widoki cudowne, las pokryty szronem, czy może być jakiś ładniejszy widok zimą?

Po kilkunastu kilometrach marszu dotarłem na miejscówkę, która przygotowana jest przez Nadleśnictwo Gdańska. Miejsce na ognisko parę ławek oraz kilka stołów. Takie zwykłe miejsce, które pewnie każdy z was ma niedaleko w swojej okolicy, oczywiście, jeżeli nie mieszka się w centrum miasta.  Od razu zabrałem się do gotowania…

Na pierwszy ogień poszedł boczek, pokroiłem go w grubszą kostkę i ciach na patelnię, która już grzała się na ogniu. Udało się rozpalić krzesiwem, ale tylko dlatego, że miałem ze sobą trochę smolnego drewna. Polecam każdemu zapatrzeć się w taki kawałeczek drewna.

Kiedy boczek już wytapiał się na ogniu, mogłem pokroić cebulkę.

Zanim to zrobiłem, to już mogłem dodawać cebulę do mięsa, które już było wstępnie podsmażone.

Pozostało wszystko wysmażyć i przyprawić.

Mega proste danie ale jakie dobre, jeszcze robione na ognisku… Warto czasem uciec z domu, zrobić sobie do jedzenia coś, na co masz ochotę, wypić dobrą herbatkę i pomyśleć. Las pozwala mi chociaż na chwilę odciąć się od problemów dnia codziennego. Ciekawe jak wy spędzacie wolny czas w lesie, co tam gotujecie? Podzielcie się w komentarzach swoimi przepisami !!