KRÓTKA HISTORIA NESSMUKA :)

Długo nic nie pisałem i chciałbym Was za to mocno przeprosić. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że od nowego roku blog ruszy z nową energią i powinniście być zadowoleni. Teraz jednak nie warto Wam zawracać głowy moim brakiem czasu, przejdźmy może od razu do testu.

Dłuższy czas śledzę barwną scenę naszego rodzimego nożoróbstwa, jednak jedna postać budziła u mnie do tej pory bardzo dużą ciekawość. Chodzi dokładnie o Kaminari Knives, niektórzy znacie go jako Patryka. Prowadzi on swój kanał na You Tube (https://www.youtube.com/channel/UCvk3eDMyLD42dLpULXS0Z8A), na którym pokazuje, jak wykonuje swoje noże, testuje je oraz zaraża swoją pasją do łowienia ryb 🙂 Człowiek orkiestra jednym słowem, jednak można śmiało stwierdzić, że ma ugruntowaną pozycję w świecie ludzi  zajmujących się wytwarzaniem noży. Słynie głównie z noży kuchennych, które są sławne na całym świecie, ale robi także noże innego typu. Jak sam mówi: ,,Jestem zwolennikiem stali węglowych. Po odpowiedniej obróbce świetnie tną i trzymają ostrość. Węglówka ma duszę 🙂” Oczywiście robi także w innych stalach, np. M390 z tego co pamiętam. Kiedyś byłem w warsztacie i trzymałem jakiegoś blanka z tej stali. Patryk swoją przygodę z nożami zaczął w 2006 roku od prostych noży terenowych, teraz głównie wykonuje noże kuchenne wedle japońskich technologii. Noże jego produkcji są doceniane przez kucharzy,  jest to chyba najlepsza rekomendacją. Patryk wszystkie swoje noże wykonuje samodzielnie, często wykuwa je, sam także hartuje swoje produkty. Jak twierdzi: ,, Prawidłowa obróbka cieplna to najważniejszy etap produkcji. Od niej zależy wytrzymałość noża oraz jego właściwości tnące. Dlatego obróbkę cieplną przeprowadzam sam, tak aby mieć kontrolę nad każdym etapem pracy.” Kaminari wypracował swój własny styl, który widać w jego pracach, główną inspiracją są same materiały z jakich wykonuje noże. Osobiście do testów otrzymałem nóż Nessmuk, który jest całkowicie inny niż wszystkie. 

 

Dane techniczne:

Stal – NCV1

Twardość – ~60hrc

Grubość klingi – 5mm

Długość całkowita – 26,2cm

Długość krawędzi tnącej – ~130mm

Szlif – niepełny płaski

Kawał noża, który ma bardzo duży zapas mocy i nie omieszkałem tego sprawdzić.  Nóż odebrałem sam z warsztatu Patryka, nie mogłem się doczekać na dorobienie pochewki, dlatego w teście jej nie będzie. Patryk nie zdążył zrobić kydexu, a mi on nie był potrzebny, w końcu miałem testować nóż. Na drugi dzień zabrałem nóż do ogrodu i pierwsze co mi wpadło w rączki, to porąbane polanka brzozowe, postanowiłem trochę pobawić się w batonowanie.

 

Nóż wyszedł bez najmniejszego uszczerbku, 5mm dobrze zahartowanej stali nie jest tak łatwo zniszczyć. Kolejnym testem, który zrobiłem był test czubka, tutaj także nie było problemu i nożyk zaczął swoją standardową pracę, oczywiście możecie zobaczyć jak przeszedł test czubka na filmie.

 

Wystarczy tego męczenia noża, czas na normalne użytkowanie… Brak pochewki trochę jednak przeszkadzał w wygodnym przenoszeniu, udało mi się zabrać go kilka razy do lasu na grzyby, dodatkowo zaliczyłem jeden nocleg tylko z nim jako podstawowe narzędzie. Co ja mogę powiedzieć, jest naprawdę fajny. Dzięki rozmiarom noża nie miałem problemu z przygotowaniem opału na noc. Kuchnia polowa także przebiegła bardzo pomyślnie, szlif niepełny płaski przy 5 mm jeszcze co nie co tnie:) Wiadomo, nie jest to Opinel, jednak zrobi inne rzeczy zdecydowanie lepiej od niego. Nigdy wcześniej nie miałem okazji używać Nessmuka i trochę żałuję, dzięki Patrykowi polubiłem taki profil głowni. Nóż także testowała w kuchni moja Żoneczka i Mamusia, obie bardzo polubiły jego agresję cięcia i teraz mi marudzą, że chcą noże japońskie, od tego, jak to mówią ,, Japończyka z Redy”. Nóż trzyma ostrość bardzo fajnie, po około 3 tygodniach pracy w drewnie oraz w kuchni nie zauważyłem spadku agresywności cięcia. Udało mi się przetestować go na stali konstrukcyjnej i strugał ją bez większego problemu. Jedyne co pokonało KT to kamień, na który spadł w lesie, pojawiła się mała szczerba, którą można wyrównać w 5 minut na diamentach.

Czas chyba trochę powiedzieć o wykonaniu… Nóż jest zrobiony dość dobrze, jednak został zachowany surowy styl, jest to typowy robol do ciężkich zadań. Wiem, że Patryk umie zrobić ładne cacuszka, dla tego nie będę się czepiać tego noża. Wyjście szlifu ok, szlify wyglądają na równe, okładziny spasowane dobrze, wiec czego chcieć więcej. Ostatnio pojawił się dziwny trend, wszyscy psioczą na wykonanie noży… Kurcze nie kumam tego, jak coś zostało zrobione do roboty, wyszlifowane z ręki i ma jakieś tam delikatne skazy to nie jest to powód do skreślenia narzędzia. To ma działać. A jak widzę jakieś wady, to przynajmniej czuję, że zrobiła to osoba, a nie maszyna… W nożu Patryka znalazłem jedną krzywą linię do poprawy pilnikiem w 10 minut. Nóż był zrobiony do testów i nie będę oczekiwać jakości takiej jaką widziałem w innych pracach, przygotowanych pod klientów. Bardzo spodobały mi się pomarańczowe przekładki w rękojeści oraz czerwone śruby, ożywia to całość i dodaje smaczku. Bałem się trochę wzoru Toxic na okładzinach, praktyka pokazała, że nie było czego, w pracy nożem nie czułem dyskomfortu. Pokazywałem go wszystkim znajomym i każdy mówił, że w końcu mam fajny nóż, to chyba mówi wszystko w tym temacie….

Podsumowując mogę powiedzieć, że był to chyba najdłużej testowany nóż przez moją osobę. Polubiłem go na tyle, że nie mogę się z nim rozstać i chyba muszę zapisać się w kolejkę do Patryka 🙂 Nóż robi robotę i mogę go polecić każdemu, Patryk zna się na robocie i myślę, że warto zainwestować w jego pracę, zapraszam do odwiedzenia strony: https://kaminari.pl/

 

 

 


HOGUE KNIVES – CZYLI CO ZNACZY MADE IN THE USA

Zawsze chciałem mieć dobry folder z napisem Made in the USA, tylko jakoś zawsze wybierałem coś tańszego lub zrobionego przez jakiegoś nożoroba. Ostatnio dzięki uprzejmości firmy Togo (www.togo.com.pl) mogłem przekonać się czy dobrze robiłem.

Dostałem do zabawy trzy noże marki Hogue. Firma została założona w 1968 roku w USA i do tej pory robią tam swoje produkty. Jak możemy przeczytać na ich stronie: ,,  Każdy produkt Hogue – od chwytów pistoletowych, przez długie pistolety, przez komponenty AR, aż po specjalistyczne noże do sprzętu i akcesoriów – jest zbudowany w duchu dbałość o szczegóły i pełne poświęcenie dziedzictwu założyciela Guy’a Hogue’a”. Nie omieszkam sprawdzić jakie produkty robią teraz jego potomkowie i co sobą reprezentują. Firma jest bardziej znana wśród osób interesujących się bronią palną, ponieważ wykonują między innymi rękojeści poprawiające chwyt pistoletów. Noże do ich oferty zostały wprowadzone stosunkowo niedawno, jednak są ciekawą propozycją.

Do testów od Firmy Togo (www.togo.com.pl) dostałem trzy modele, nie ukrywam, że nie liczyłem aż na tyle i w tym miejscu chciałbym bardzo podziękować całej załodze sklepu. Paczka przyjechała do mnie na następny dzień i mogłem szybko zająć się zabawą nowymi nożykami. Każdy nożyk zapakowany był w oddzielny firmowy kartonik, a w jego wnętrzu znajdował się: nóż, pokrowiec do noża, kartka z informacją ogólną na temat użytkowości produktu, saszetka z olejem do smarowania noża, naklejka oraz saszetka pochłaniająca wilgoć. Przydałby się kluczyk do pivota. Dlaczego, to potem sami wywnioskujecie 🙂

Pierwszym modelem, który wylądował w kieszeni był  X1 Microflip Black.

Dane techniczne jakie podaje producent:

Stal klingi: CPM-154
Długość całkowita: 170 mm
Długość klingi: 70 mm
Grubość klingi: 3.0 mm
Waga: 85 g
Blokada: plunge lock
Rękojeść: aluminium
Klips: tak
Funkcje specjalne: Etui w zestawie, Flipper
Designer: Allen Elishewitz

Powiem wam, że ten maluszek od razu przypadł mi do gustu… Ma trzy podstawowe atuty, jakie uwielbiam w folderach:

-Flipper

-Aluminium na rękojeści

-Nieduży rozmiar

Do tego dostajemy jeszcze stal CPM154, która nie jest może aż tak super, ale dużo osób ją używa i nie narzeka. Ja wypowiem się o niej trochę później. X1 trafił na moje EDC i sprawował się naprawdę super w codziennym użytkowanie. Otwieranie paczek, listów, cięcie kartonów z jego pomocą idzie naprawdę dobrze. Wiadomo ~65mm krawędzi tnącej niesie za sobą dużo ograniczeń, ale spokojnie możemy dzięki niemu zrobić sobie nawet kolację. Kolejnym atutem jest grubość głowni, która wynosi 3mm. Nie strach użyć go do cięższego zadania, przy którym ,,Tapeciak” rozpadnie się od razu. Do tego mamy szlif wklęsły, co daje nam naprawdę fajną precyzję ciecia. Nie zauważyłem, aby cięte produkty ,,kleiły” się do głowni, wręcz przeciwnie.

 

Mechanika jest na naprawdę dobrym poziomie, pewnie niektórzy widzieli w relacjach, że chodziłem jak opętany i cały czas klikałem. Detent trzyma dość mocno, przez co otwierając pierwszy raz nóż można pomyśleć, że ma wspomaganie. Jedynie co czasem zaburzało mi klikanie był odkręcający się pivot, producent dał klej ale zdecydowanie za mało. Ponowne skręcenie na klej pewnie rozwiąże sprawę, ja jednak tego nie zrobiłem. Nie musicie się bać, że zgubicie śrubę na starcie, gwint jest tak długi, że nie da się nie zauważyć jej wykręcenia… Ostrze noża posiada blokadę typu ,,plunge lock”, która do tej pory znana mi była raczej z noży otwieranych dzięki sprężynie. Po otwarciu można zabezpieczyć przycisk, aby uniknąć przypadkowego zamknięcia. Ja nigdy go nie zabezpieczałem i wszystkie palce mam na miejscu. Rękojeść jest aluminiowa, pokryta czarną powłoką, która trzyma się znakomicie. Nie zauważyłem też, aby rysowała się od samego patrzenia na nią, trzeba się trochę będzie postarać, żeby zepsuć jej urok. Sama ergonomia chwytu jest bardzo fajna jak na takiego maluszka i nie ma co się dziwić, jeżeli Hogue lubi poprawić firmy produkujące broń palną. Mamy też klips, który możemy przełożyć ale tylko w pozycji Tip-down, jest bardzo prostej konstrukcji . Spełnia swoje zadanie bardzo dobrze, noża nie zgubiłem i to najważniejsze.

X1 przychodzi ostry, krawędź tnąca jest wypolerowana praktycznie na lustro, tylko bardzo delikatnie ucieka przy czubku. Jest to jedyna krzywizna w tym egzemplarzu. KT i tak z czasem będziemy musieli wyprowadzić od nowa, więc nie uważam tego za jakąś wadę. Przyznaję się bez bicia, że ten model przypadł mi bardzo do gustu. Jedynym minusem jak dla mnie jest troszeczkę zbyt agresywny rodzaj ,,gimping”, ale taki minus to nie minus, palec przynajmniej nie ucieka.

Podsumowując mogę powiedzieć, że chyba nie oddam tego noża i zostanie na dłużej ze mną. Ma wszystko, czego potrzebuję do EDC i do tego mi się podoba.

Czas przyszedł jednak na zabawę kolejnym modelem, tym razem padło na EX-03 4.0. Tutaj skończyły się żarty z małym nożykiem.

Dane techniczne:

Stal klingi: 154CM
Długość całkowita: 226 mm
Długość klingi: 102 mm
Grubość klingi: 3.8 mm
Waga: 142 g
Blokada: plunge lock
Rękojeść: GFK
Klips: tak
Funkcje specjalne: Etui w zestawie
Designer: Allen Elishewitz

Sami widzicie 102mm na klindze i ~96mm krawędzi tnącej… Noże o takich wymiarach w reguły zabieram do lasu jako podstawowe narzędzie, nigdy nie nosiłem tak dużego foldera na EDC… No dobra, ale trzeba było spróbować i sprawdzić jak to będzie.

Materiały użyte w tym modelu jednak już nie tak bardzo przemawiają do mnie jak w X1. Rękojeść z GFK ? Nie, nie i jeszcze raz nie. Jedyne sztuczne materiały na rękojeści jakie toleruje to G10 i dobra Micarta. GFK nie podeszło mi od razu, są to moje subiektywne odczucia i tego nie zmienię. Na głowni jest CPM154, sprawdziłem tą stal w X1 i moim zdaniem jest bardzo fajna. Agresja cięcia jest bardzo dobra, trzymanie ostrości też w porządku. Są lepsze stale, ale na EDC CPM154 wystarcza i śmiało można jej zaufać.

EX-03 zaskoczył mnie jednak bardzo mało ergonomicznym chwytem. Po dłuższej pracy wyczuwałem bardzo duży dyskomfort, spowodowane jest to brakiem fazowania rękojeści w miejscu gdzie wchodzi złożona głownia. Tutaj Hogue dał ,,ciała” i to naprawdę cios w me serce. Problem rozwiązują rękawice, które często używają policjanci służb specjalnych lub wojskowi. Może taki był zamysł tego projektu, jednak marka która poprawia innych w kwestii chwytu mogłaby to jakoś ogarnąć.

 

Długość KT w tym przypadku pozwala na zdecydowanie wygodniejszą pracę narzędziem. Płaski szlif w kuchni sprawuję się rewelacyjnie i zrobienie obiadu na wyjeździe przebiegnie sprawnie. Na EDC jednak jest za duży i tu po raz kolejny odzywają się moje subiektywne przekonania. Znam ludzi, którzy lubią noże większe, jednak mi jakoś nie jest taki potrzebny, chyba, że w lesie….

Mechanika podobnie jak w X1 jest bardzo fajna, otwieranie za pomocą kołka przebiega sprawnie i nie ma z tym problemu. Detent trzyma trochę mniej i zdecydowanie na plus przy takim systemie otwierania. Ostrze zabezpieczone także blokadą typu plunge lock, tak samo jak w przypadku X1 nie wyczuwam żadnych luzów góra-dół. Niestety tutaj pivot też wymaga sklejenia, ponieważ po tygodniu użytkowania złapał luz… Chyba Hogue musi zacząć używać mocniejszego kleju do gwintów.

Nóż był ze mną pod namiotem i przez trzy dni używałem tylko niego. W obozowej kuchni sprawował się dobrze, kijki na ognisko sprawił też znakomicie. Co więcej można oczekiwać od foldera, przecież nie będę nim batonował. Nóż ma zapas mocy i szybko go na pewno nie zniszczymy. EX-03 posiada klips, który jest duży i trzyma bardzo dobrze. Możemy go przekładać w dwóch płaszczyznach, co jest bardzo jakbym dodatkiem. Każdy użytkownik ma swoją ulubioną pozycję przenoszenia noża w kieszeni i dzięki możliwości przekładania klipsa mamy możliwość dopasowania pozycji.

Podsumowanie tego noża jest trochę kłopotliwe.. Po pierwsze mam zastrzeżenia do ergonomii, po drugie materiał okładzin mi nie przypasował. Gdyby nóż miał okładziny z dobrego G10 i gdyby niektóre krawędzie były tak ostre to z chęcią włączyłbym ten nóż do ekwipunku… Oczywiście nie odradzam wam zakupu, bo jest to dobry produkt z zapasem mocy. Komu bym go polecił ? Wojskowym, którzy potrzebują dużego foldera i często noszą rękawice taktyczne.

Ostatnim nożem jaki miałem okazję używać jest Hogue EX-A04.

Dane techniczne:

Stal klingi: 154CM
Długość całkowita: 203 mm
Długość klingi: 89 mm
Grubość klingi:
Blokada: Plungelock
Rękojeść: G10
Klips: tak
Funkcje specjalne: Etui w zestawie
Designer: Allen Elishewitz

Moim zdaniem nóż najbardziej ,,egzotyczny”, nigdy nie używałem automata. Zawsze jakoś uciekałem od tego rozwiązania, wychodziłem z założenia, że wolę mieć kontrolę nad ostrzem. Hogue zmienił moje podejście i totalnie rozwiązał moje obawy… Mamy możliwość łatwego otwarcia noża, nawet w rękawicach i każdych warunkach.

W porównaniu do EX-03 na rękojeści mamy G10, które lubię. Tylko znów te krawędzie ostre w miejscu, gdzie chowa się składana klinga… Może to tylko ja mam taki problem, nie wiem, ale przeszkadza mi to przy cięższych pracach. Jestem przyzwyczajony do noży ze stałą głownią i tam nie ma takich problemów. Składaki mają swoje uroki, ale mają też wady. Myślę, że zaokrąglenie krawędzie pomogłoby w znacznym stopniu polepszyć komfort.

Wracając do noża, ma on bardzo fajną linie i praca nim jest bardzo przyjemna.  Krojenie produktów spożywczych idzie sprawnie, ciecie lin, kartonów również.  Długość krawędzi tnącej wynosi ~84mm, gwarantuje nam to wygodę pracy w obozowych warunkach i na EDC nie jest za dużo.  Osobiście uważam, że taki rozmiar jest dla mnie maksymalny w folderze na EDC. Nosiłem nożyk całymi dniami w kieszeni letnich spodenek i mi nie ciążył, mógłby zostać także u mnie na dłużej podobnie jak X1-MF.

Czas powiedzieć parę słów o mechanice, która jest na bardzo dobrym poziomie. Polubiłem ten system otwierania i przestałem się go obawiać. Wkładając nóż do kieszenie możemy zabezpieczyć nóż i nie ma mowy o niekontrolowanym otwarciu. Z kolei po otwarciu znów możemy zabezpieczyć nóż przed niekontrolowanym złożeniem, dzięki czemu praca tym narzędziem jest bardzo bezpieczna. Głownia jest czarna, nie mam pojęcia co to za rodzaj powłoki… Szukałem i nie znalazłem….. Fakt jest taki, że jest to naprawdę solidna powłoka. Nie zauważyłem nawet małej ryski, moje użytkowanie nie zrobiło na niej wrażenia, nóż wygląda ciągle jak nowy. Nóż ma identyczny klips jak w EX-03, niestety jest tylko jedna pozycja Tip-down. Podobnie jak w poprzednich nożach występuje problem z rozkręcającym się pivotem… Producent musi zacząć dodawać do zestawu kluczyk i dodatkową saszetkę z klejem do gwintów, jeżeli sami boją się dać trochę tego specyfiku, który rozwiązałby ten problem raz na zawsze.

Podsumowując EX-A04 przypadł mi do gustu bardziej niż EX-0, ale i tak moje serce skradł X1-MF. Ten maluszek jest po prostu świetny i z chęcią widziałbym go w moim EDC na stałe. To chyba pierwszy folder od 6 lat, który tak mi się spodobał.

 

W czasie, gdy producenci z Chin zalewają rynek bardzo dobrymi projektami wykonanymi z dobrych materiałów, Hogue ma ciężkie zadanie, aby się przebić na rynku nożowym. Jego cena nie jest najniższa i nikt tego nie ukrywa. Koszt noży jakie miałem na testach wynosi ~2667zł dla większości z nas jest to dużo, jednak dla Amerykana to zaledwie ~700$. Kupując Hogue kupujemy nie tylko nóż, ale także napis MADE IN THE USA. Ja zawsze chciałem mieć nóż z USA, dzięki Togo miałem okazję utwierdzić się w przekonaniu, że warto. Chociaż jeden projekt nie przypadł mi do gustu, dwa kolejne utwierdziły mnie w przekonaniu, aby szybciej dozbierać brakujące środki i uzupełnić moje EDC o Hogue X1-MF. Wy też możecie sprawdzić ofertę na www.togo.com.pl- może coś wpadnie wam w oko. Na koniec jeszcze parę zdjęć 🙂

 

 

 

 

 

 

 


WŁASNY ,,CZAJNIK W LESIE”- MOJE PRZEMYŚLENIA NA TEMAT SURVIVAL KETTLE

Jakiś czas temu dostałem od firmy Survival-kettle ich flagowy produkt, czyli zestaw red (http://survival-kettle.pl/zestawy-survival-kettle-kuchenka-czajnik/25-zestaw-red.html). Na początku byłem mega sceptyczny do tego urządzenia, ale przetestować przecież trzeba.

Co dostajemy w zestawie:

  • SK -pojemność 1,2l
  • Korek
  • Palenisko
  • Nadstawka na palenisko
  • Gwizdek
  • Worek transportowy

Jestem fanem noszenia w swoim ekwipunku kubka z przykrywką, dzięki czemu mam jedno naczynie, które posiada szerokie pasmo zastosowania. Jednak do niego zazwyczaj muszę rozpalać ognisko lub używać kuchenek gazowych, itp. Survival Kettel ten problem rozwiązuje całkowicie, ponieważ sam w sobie jest też kuchenką.

Jak to działa ? Bardzo prosto, wystarczy zebrać dobrą garść patyczków oraz trochę kory brzozowej i możemy już zacząć rozpalać ten wynalazek. Dzięki budowie mamy cug dosłownie jak w kominku i proces spalania przebiega sprawnie. Litr wody zagotowałem w około 4-5 minut, czyli naprawdę dobry wynik. W ten sposób możemy dostarczyć w szybkim czasie większą ilość gorącej wody dla kilku osób, co w zimowych okolicznościach bardzo się przydaje.

 

W zestawie mamy także nadstawkę na palenisko, która tworzy nam super kuchenkę. Możemy na niej postawić, np. kubek i pogrzać sobie jedzenie. Ten element zestawu chyba najbardziej  przypadł mi do gustu, lubię w terenie czasem coś ugotować. Taka podstawka pozwala zrobić to w przyjemny sposób i wystarczą drobne patyczki do jej zasilania i nie trzeba rozpalać ogniska bezpośrednio na gruncie.

Cały zestaw przychodzi w mocnym worku transportowym, który jest wykonany z grubego odpornego na uszkodzenia materiału. Worek robi robotę i bez niego kompletnie nie wyobrażam sobie transportu tego zestawu… Właśnie transport… No tutaj muszę zasmucić was, nie jest to mała rzecz, którą wszędzie możecie zabrać. Jednak jak wybieracie się do lasu w większej grupie i dzielicie się sprzętem, to noszenie zestawu nie będzie problemem. Zawsze też możecie przytroczyć worek do plecaka, co nie spowoduje zmniejszenia jego pojemności.

Podsumowując, mogę wam polecić ten produkt z czystym sumieniem. Znam też parę osób, które używają już dłuższy czas tego rozwiązania i są bardzo zadowolone. Ja osobiście kupię go na pewno i będę używał na swoich eskapadach. Jest to bardzo fajne rozwiązanie i w połączeniu z kubkiem oraz patelnią żeliwną totalnie wyczerpuje moje poszukiwania kuchennego sprzętu do lasu. Zachęcam też do zapoznania się z ofertą sklepu Survival-kettle.pl Znajdziecie tam nie tylko czajniki, ale także kuchenki turystyczne. Już niedługo może pojawi się też test jakiejś kuchenki tego producenta.


Radosław Monach prawdziwy człowiek z pasją :)

Kolejną osobą, która chciałbym wam przedstawić jest Radosław Monach a.k.a Mnicha, urodzony w 1971 roku, mieszkaniec Białegostoku.

KNIFESHOW w Gliwicach #mnicha #r.monach #knife #knifemaker #nóż

A post shared by Radek Monach (@r.monach) on

Nie jest na pewno aż tak szeroko znaną postacią, jednak warto chwilę przytrzymać się i zainteresować się jego pracami. Osobiście śledzę prace Mnicha już od dłuższego czasu i jestem ciągle pod wrażeniem. Posiada on swój własny, niepowtarzalny styl, który przykuwa uwagę. Podczas przeglądania wątku na forum Knives.pl (https://forum.knives.pl/index.php/board,379.0.html – link do działu Radka)  wpadł mi w oko jeden z necków… Wiecie, że uwielbiam ten rodzaj noży, szybko napisałem do niego wiadomość prywatną i tak rozpoczęła historia z zakupem. Po rozmowie telefonicznej, zostałem zaproszony do warsztatu, co dla mnie było czymś niesamowitym. Mogłem zobaczyć jak powstają te wszystkie wspaniałe ostrości, które znałem ze zdjęć oraz wystaw nożowych. Udało mi się nawet zrobić klika zdjęć dla was, oczywiście za pozwoleniem Radka. Warsztat jest naprawdę duży i robi wrażenie, to taka pracownia z prawdziwego zdarzenia, którą Mnicha postawił własnymi rękoma.

View post on imgur.com

View post on imgur.com

View post on imgur.com

View post on imgur.com

View post on imgur.com

View post on imgur.com

 

View post on imgur.com

Radek jest naprawdę wkręcony w robienie noży… Może o nich gadać cały czas, jest to fascynujące i widać to w jego pracach. Kręcąc się po warsztacie dostrzegłem nóż, który był już jak na moje oko gotowy, jednak Radek szybko podszedł i powiedział, że poprzedniego wieczora przyglądał się mu i musi coś poprawić. Normalnie szok… Właśnie po takich czynach poznaje się osobę, która kocha to co lubi i chce ciągle ulepszać swoje dzieła. Jego pracownia położona jest po za Białymstokiem, co dodatkowo podkreśla klimat, osobiście widzę w jego nożach kawałek Podlasia. Większość swoich prac wykonuje ze stali M390, która jest jedną z topowych w tym momencie. Na rękojeściach stosuje, mikarte, G10, stabilizowane drewno, a pochewki wykonuję ze skóry oraz kydexu. Wszystkie noże hartuje osobiście co pozwala mu dodatkowo dostosować proces do charakteru produktu.

Oczywiście nie wyszedłem z warsztatu z pustymi rękoma. Kupiłem wypatrzonego necka 🙂

Na wstępie trochę danych technicznych:

Długość całkowita:  ~158mm

Długość kt: ~72mm

Stal: M390

Grubość: ~3,5mm

Okładziny: czarne G10

Pochewka: Skóra

Szlif: Pełny płaski

 

Projekt bardzo prosty, takie właśnie lubię… Ma być prosto i użytkowo. Radek uprzedzał mnie, że necki były wykonane szybko i totalnie nad nimi się nie skupiał, dlatego może być klika niedoróbek… Miało być szybko i tanio 🙂 Ogólnie powiem wam, że w moim egzemplarzu znalazłem tylko jedną delikatną wadę. Przy wyprowadzaniu szlifu z jednej strony, jakby przy grzbiecie trochę bardziej został dociśnięty i można dostrzec patrząc od góry, że coś ucieka. Jest to tak mała wada, że nie mogłem tego nawet ując aparatem… Widziałem kilkadziesiąt prac Radka na warsztacie i mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że jest mega dokładny. Jeżeli w nożu budżetowym musiałem szukać jakiejś wady to o czym tu mówić.

Przechodząc do aspektów użytkowych, to oszalałem na punkcie tego maluszka 🙂

Codziennie pomaga mi przy śniadaniu oraz kolacji. Nóż przeniósł moje konsumowanie posiłków na totalnie inny poziom. Teraz nie wyobrażam sobie zjedzenia czegoś bez krojenia na mniejsze elementy. Możecie pomyśleć, że oszalałem ale chyba właśnie tak jest i za to musicie winić Radka.

Na wypady leśne także zabieram go ostatnio cały czas… Ostrzenie patyków, przygotowanie kiełbasy, to po prostu bajka. Stal M390 po hartowaniu przez Mnicha robi robotę, mam nożyk kilka miesięcy i w tym czasie tylko wypolerowałem krawędź na samym początku. Do tej pory neck trzyma ostrość jak wściekły, agresja cięcia jest też na bardzo wysokim poziomie. Dodatkowym plusem jest duża odporność na rudą, której niektórzy nie lubią.

Jestem naprawdę zadowolony i tego malucha. Wszystkie inne necki poszły do pudełka i czekają na lepsze czasy, teraz tylko on na mojej szyi. Nawet na weselu siostry miałem go przy pasku…

Do noża dołączona była pochewka, która jest naprawdę super. Trzyma nóż znakomicie, przy wkładaniu jest dosłownie klik jak w kydexie, nóż nie ma możliwości sam z niej wypaść. Każdemu komu ją pokazywałem był pod wrażeniem, że Mnicha jest tak uzdolniony i umie szyć takie fajne pochewki. Jakby zabrakło stali to zawsze może zająć się skórą, ma do tego rękę i myślę, że lubi to robić.

Podsumowując mogę polecić prace Radka i na pewno nie jest to ostatni mój nóż, który kupiłem od niego.

Warto odwiedzić jego stronę: http://www.monach.pl/

Ps. Nie tylko ja wyszedłem z warsztatu z nowym nożem… Moja żona także coś ma od Radka i jeżeli mi pozwoli to kiedyś opiszę wam jej necka.